Życie jest za krótkie na banalne jedzenie.
Ranking i toplista blogów i stron Katalog stron, toplisty, narzędzia webmastera Durszlak.pl

Różne

piątek, 24 września 2010

    W którymś z ostatnich programów Mam talent, zobaczyłem gościa, który tak właśnie zapowiedział swój wykon. Mi tak przeleciało kilka ostatnich miesięcy, na czas.



   
Lato minęło, o czym donoszą niepocieszone media, a ja nawet nie wiem kiedy. Tak jak nie ma co się przejmować o północy, że dzień minął, bo dzień zaczyna się o wschodzie słońca, więc i noc musi trwać do rana, tak lato zaczyna się gdy wskakujemy do jeziora a kończy gdy przed wyjściem z domu rozglądamy się za parasolem (panie za parasolkami). Ja włożyłem go na stałe do auta. Moje lato zacząłem od majowej wyprawy po serki do Wiżajn.

    Tak sobie wymyśliłem, że ten rok poświęcę na testowanie handlu (skoro w tych serach jestem, skoro nie jest mi źle z tym). Pojechałem, kupiłem, ośki siadły. Mimo że prawie miesięczne, to jednak młode to sery były. Kierunek Szczecin i Piknik nad Odrą. A tam chmury nisko wiszące, słaby ruch, jeszcze słabszy utarg. Nawet na koszty nie starczyło. Musiałem się ratować i pojechać na Father`s Day do Berlina, tam jeszcze mniejszy ruch, ale za sprawą fatalnego usytuowania (przedostatni namiot przed kiblami). Ciągle na minusie. Chrzanić, jadę do Gruczna, poprowadzić Warsztaty serowarskie. Pięknie wyszło, sprawnie, ale ktoś zaiwanił mi książkę, jaką dostałem od Agrovisu. I po co mu dedykacja? Wydrapie, przerobi? Gdyby ktoś widział, niech dzwoni, albo od razu leje w ryj.

    Czerwiec spędziłem na Pojezierzu Drawskim gotując z ludźmi ryby. Nieoczekiwanie fajne zajęcie. Tak mi się łeb na ryby otworzył, że aż powinienem im zapłacić za takie szkolenie. Jedenaście dni i po trzy-cztery potrawy za każdym razem inne. Najbardziej zadziwiłem się linem w truskawkach (z czosnkiem) i chłodnikiem na płociach i maślance.

    Po drodze, czyli w międzyczasie moje urodziny, pięćdziesiąte. Skromna osobowo kolacja, ale smakowo niczego sobie. Goście wymiękli przed głównym daniem. Takie małe żołądki teraz produkują czy co? Hasło na kolejne pięćdziesiąt lat – czystość, długowieczność, zdrowie… nie są celem same w sobie.

    Szczecin, Jarmarkiem Jakubowym wpisał się do kalendarza dużych kulinarnych wydarzeń. Stałem, sprzedawałem, rozmawiałem, i w zastępstwie Marka, debiutowałem jego serami.

    A zaraz po Jarmarku, Noc Śledziożerców, gość specjalny – Adam Chrząstowski z Krakowskiej Ancory i gość specjalny Marek (Ziemianin). Z moją lubą zrobiliśmy sobie rajd po wybrzeżu. Od Helu po Albeck. Odwiedziliśmy wszystkie stolice kiczu i miliona chińskich klapek, Jastrzębią Górę, Niechorze, Świnoujście… szlag mnie trafił u Niemców – za czysto, za ładnie, i za niepłatny wstęp na molo. Nawet tego samego cholernego (co i my go mamy) bałtyckiego śledzia potrafią w nieskomplikowany sposób sprzedać w bułce ku radości turystów i zyskowi własnemu.

    Pojechałem do Topolna, do Chomiczów, robić sery, pod czujnym okiem Krzysztofa J. wyglądało to jakbyśmy bimbrownię zakładali. Beczki jakieś, palniki, konstrukcje. Fajnie było jak w przerwie pomiędzy partiami, wskakiwaliśmy do jeziora. Upały nie z tej ziemi.

    Prosto stamtąd pojechałem do Poznania (OFDS) poprowadzić Laboratorium Smaku – odsłona – sery zagrodowe. Sukces. Cudownie było spotkać się z przyjaciółmi, znajomymi bliższymi i dalszymi. I powrót do Gruczna, czas rozstrzygać Smaki Roku. Wyjątkowo sprawnie w tym roku poszło. Cykata jak najbardziej zasłużenie wygrała (Grand Prix). My, czyli artyści i dziennikarze główny laur przydzieliliśmy serom łomnickim.

    A zaraz potem główne wydarzenie – Festiwal Smaku w Grucznie. Ludzie! Jaką ja kawę piłem!

    Na początku września z Robertem Makłowiczem, poprowadziliśmy warsztaty gotowanie w hotelu Anders w Starych Jabłonkach. Grupa, która zapowiadała się na 30 osób (choć na początku przyszło tylko 10) urosła nagle do prawie setki. Masakra, ale poszło sprawnie i wesoło. Przed warsztatami, godzinna kawa z szefem kuchni Darkiem Strucińskim – bezcenna.

    Dzień później Jarmark Chłopski w Olsztynku. Jeszcze mi zostało trochę serów po Grucznie. Następny weekend w Kazimierzu Dolnym, na Profesjonaliach ponownie z Robertem, a niedziela w Wolbromiu, gdzie prowadziłem imprezę, robiłem pokaz i zasiadałem w Kapitule konkursowej. Dla mnie osobiście, to wygrał Żur dworski. Można było pić z gwinta czyli ze szklanki sztormówki, jak nazywają słoiki twist-off tramwajarze i słynne tramwajarki. Taki był dobry. Jadę na grzyby, mam miejsce na maślaki.

----------------------------------------------------------------------------------

W tą niedzielę Nieustraszeni Smakosze, wypytają speca od nieruchomości, o co chodzi kupującym z tą kuchnią. Będzie też konkurs z nagrodą - otóż tworzymy Mapę szczecińskich ryneczków i warzywniaków. Słuchać!

sobota, 18 września 2010

    Chciałbym wam polecić czytanie pewnego blogu, raz, że to moi znajomi, dwa, że to mój ulubiony kierunek myślenia geograficznego.

    Córa moich poznańskich przyjaciół pojechała na roczne stypendium do Indii. To na tyle niecodzienne wydarzenie w rodzinie, że mama postanowiła prowadzić bloga, jak to tam jest (słowami Olgi).

    Tytuł mojego wpisu pochodzi z sanskryckiej intencji ...wydrukowanej w legitymacji studenckiej. Jak się żyje, studiuje, co zadziwia, jak smakuje gulab jamun, dowiecie się z Listów z Indii.

...................................................................................................................

    W Radiu Szczecin jesienna ramówka, i audycja Nieustraszeni Smakosze wraca na swoją starą stałą godzinę 16tą.
    Jutro naszym gościem będzie Bartłomiej Sochański, konsul honorowy Niemiec, więc domyślacie się o jakiej kuchni będzie mowa. Bolek Sobolewski w zeszłym tygodniu odbierał na PolAgrze Perłę za swoją zupę z sandacza, a na koniec audycji, nasi radiowi koledzy, zdadzą bezpośrednią relację w Święta Dyni nad uroczym jeziorem Miedwie.

    Aby posłuchać, kliknąć link po lewej a potem głośniczek. To wszystko. Audycja w czasie rzeczywistym, nie z żadnego archiwum.

sobota, 23 stycznia 2010

    Zaglądacie w zakładki czytanych blogów? Ja tak. Szukam ciekawych stron, blogów, serwisów, czy netowych miejsc. Korzystam z tego, że ktoś wykonał za mnie ciężką pracę selekcji, albo po prostu innymi ścieżkami dotarł tam gdzie dotarł.

    No właśnie, komentując jeden z wpisów u negresci, przeczytałem komentarz gregga, że trafił tam za moim poleceniem. Jako, że gregg kilka razy się powołał na taką ścieżkę, dało mi to do myślenia.

    I ja mam w swoich zakładkach różne miejsca, które częściej lub rzadziej odwiedzam, ale jednak szczerze polecam. Polecanie polecaniem, ale właściwie dlaczego. Postanowiłem od teraz dołączane linki przedstawiać, pisząc co mnie skłoniło do wpisania ich na lewy margines (bez brzydkich skojarzeń proszę!). Powoli opiszę te które już są, a dziś przedstawię wam „nowego”. Jest to Bareya i jego blog „Naleśnikiem do Nieba”.

    Jakiś czas temu odnotowałem w pamięci jego wizyty u mnie, komentarze, spojrzałem kilka razy, za-rss-owałem go sobie. Aż tu nagle, okazuje się, że pisze nowy blog. Tekst o soli bardzo mi się spodobał (pamiętacie, niedawno pisałem o zakupie książki o soli, stąd to zainteresowanie). Przeczytałem wszystkie wpisy co do joty, łącznie z komentarzami.  Wróciłem do jego poprzedniego blogu, również oddałem się lekturze, no i postanowiłem dodać go do zakładek.

    To tyle jeśli idzie o historię – jak to się wydarzyło. Ale pozostaje jeszcze pytanie, które jak sądzę, bardziej was zainteresuje – dlaczego? Czyli dlaczego mi się podoba i dlaczego wam to miejsce polecam.

    Bo ten blog się czyta. Uwielbiam dowiedzieć się czegoś nowego, a do tego opowiedzianego własną historią. I to dobrze opowiedzianą (podobnie jak on, lubię surrealizm, a nawet purnonsens, które podają sobie rękę za plecami). Podoba mi się mnogość tematów i skojarzeń. I ta zdolność wyłamywania się z utartych schematów myślenia o jedzeniu. Ileż razy łapię się na tym, że mam w głowę wkręcony film o tym czy owym. Ten blog pozwala mi ten film ze łba wykręcać.

    Na dodatek autor zdradza wielką pasję do gotowania i już choćby za to go lubię, do tego zaglądnąłem w profil, a tam cała lista moich ulubionych filmów, muzyki, pisarzy ..aż dziw, że nie ma tam Greenawaya. I co jest niezwykle istotne, być może (z wielkim prawdopodobieństwem), jest moim imiennikiem.


Czytajcie i latajcie „naleśnikiem”, choćby i do nieba.

niedziela, 27 grudnia 2009

    Dziś w audycji Nieustraszeni Smakosze będzie wirtualny komplet. Marek, Bolek, Sławek i ja. Jak zapowiadam to w tytule, audycja o tym co najbliższego i smakowitego, czyli karnawał, i doskonały numer periodyku Mówią Wieki.

    Koniecznie słuchajcie. Wystarczy kliknąć tutaj a potem na głośniczek. Miłego słuchania.

środa, 04 listopada 2009

Afryka Nowaka.

    Dzisiaj rusza w swoją afrykańską podróż mój serdeczny przyjaciel ze Szczecina. Restaurator, śledziożerca, świetny rozmówca, podróżnik, zapalony turysta kajakowy. Nigdy bym o nim nie powiedział, że to niespokojny duch. Ale pasjonat - owszem tak.
    Wraz z grupą przyjaciół, postanowili ruszyć trasą wielkiego polskiego podróżnika - Kazimierza Nowaka. Cóż takiego dokonał Kazimierz Nowak? Otóż przejechał wzdłuż Afrykę - tam i spowrotem. Z góry na dół i znowu do góry. Dokonał tego na rowerze, samotnie.

    Śledźcie ich poczynania przez internet. Afryka Nowaka.

Botanicy - smakosze.

    Szukając informacji o kulinarnym orderze Pomiana, natknąłem się na wywiad z Piotrem Daszkiewiczem. Nie potrafię na szybko wam to streścić. Dużo nazwisk i jeszcze więcej ciekawostek. Warto posłuchać.
    Sądzilibyście, że Ali Bab ma polskie pochodzenie?


Okładka "Gastronomi praktycznej", Ali-Bab Babiński, Edward Pożerski

Wywiad pochodzi z radia RFI. Kliknijcie i słuchajcie.

P.S.

A dla rozrywki - koniak zwala (się) z nóg.

 
1 , 2 , 3 , 4